Aktualności

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE

W dniach od 8 marca do 10 marca zapraszamy na rekolekcje Wielkopostne, które w tym roku poprowadzi o. Antoni Rachmajda (karmelita).
Program rekolekcji: niedziela (8.03) nauka rekolekcyjna na każdej Mszy Św.; poniedziałek (9.03) - 9.30 Msza Św. z nauka rekolekcyjną, 19.00 Msza Św., a po niej nauka rekolekcyjna; we wtorek (10.03) program taki sam jak w poniedziałek.


WEEKENDOWY KURS NARZECZONYCH - LUTY 2015

Uprzejmie informujemy, że są już dostępne zapisy na kolejny kurs przedmałżeński dla narzeczonych. Jak to bywało poprzednio zapisy prowadzimy w formie formularza inernetowego. Jeśli chcielibyście uczetsniczyć w proponowanym kursie, prosimy zapiszcie się bezpośrednio na stronie internetowej poprzez dostępny formularz. Plan kursu: sobota 10.00 - 17.00, niedziela 14.15 - 16.00. Recepcja bęzie czynna od godz. 9.30 - 10.00. Zajęcia odbywają się w sali na dole (wejście od Dorset Street) Termin kursu: 21/22 lutego 2015. [więcej]


KORPUSY POKOJU ZAPRASZAJĄ NA BEZPŁATNE LEKCJE J. ANGIELSKIEGO DLA POCZĄTKUJĄCYCH

Zajęcia odbywają się w każdą środę o godzinie 17:30 w salce przy kościele Dominikanów. Wciąż można dołączyć do grupy. Serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych.




Czytania na każdy dzień (mateusz.pl)

Czytania na każdy dzień

www.mateusz.pl/czytania

26 KWIETNIA 2015

IV niedziela wielkanocna

 

Dzisiejsze czytania: Dz 4,8-12; Ps 118,1.8.9.21-23.26.28; 1 J 3,1-2; J 10,14; J 10,11-18

Rozważania i homilie: Oremus · ks. M. Pohl · ks. E. Staniek · O. Gabriel od św. Marii Magdaleny OCD

 

(Dz 4,8-12)
Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział: Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka - którego ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych - że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.

(Ps 118,1.8.9.21-23.26.28)
REFREN: Kamień wzgardzony stał się fundamentem.

Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Lepiej się uciekać do Pana,
niż pokładać ufność w człowieku.

Lepiej się uciekać do Pana,
niż pokładać ufność w książętach.
Dziękuję Tobie, żeś mnie wysłuchał
i stałeś się moim Zbawcą.

Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Stało się to przez Pana
i cudem jest w naszych oczach.

Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie,
błogosławimy was z Pańskiego domu.
Jesteś moim Bogiem, chcę Ci podziękować:
Boże mój, pragnę Cię wielbić.

(1 J 3,1-2)
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest.

(J 10,14)
Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają

(J 10,11-18)
Jezus powiedział: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; /najemnik ucieka/ dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je /potem/ znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca.

 

 

Tęsknota za idealną wspólnotą Kościoła, za pasterzami zdolnymi ochronić przed złem świata, jest pokusą, która może zrodzić bierność i spowodować rezygnację z odpowiedzialności za swój los. Świat po Zmartwychwstaniu, mimo że nie jest idealny, to przecież należy do Boga. Odkupienie już się dokonało i nic go nie unieważni, natomiast przed chrześcijanami długa droga uczenia się zaufania do Boga i zdania się na Jego prowadzenie. Dopiero sami odnajdując się w ramionach Boga – Dobrego Pasterza, możemy pokazać światu, że jest w dobrych, bo Bożych rękach.

o. Tomasz Zamorski OP, „Oremus” Okres Wielkanocny 2009, s. 88

 

„Ja jestem dobrym pasterzem”

IV niedziela wielkanocna nosi w roku liturgicznym miano Niedzieli Dobrego Pasterza. Jej celem jest uświadomienie nam, kim jest dla nas Jezus Chrystus i jaka jest Jego rola. Ilustruje ją najlepiej obraz pasterza. No, może już dziś mniej to rozumiemy, bo zawód pasterza należy w naszych czasach i naszej kulturze raczej do rzadkości, ale warto się zastanowić, jakie uniwersalne treści zawiera ta przenośnia.

Najlepiej treści te uwydatniają się w porównaniu ze złym pasterzem – najemnikiem. On pracuje tylko dla pieniędzy. Owce dla niego się nie liczą, są jedynie okazją do zrobienia interesu. Dlatego też nie zależy mu na owcach, nie podejmie dla nich żadnego ryzyka, bo nie łączy go z nimi żadna więź, żadna miłość. W przypadku jakiegoś zagrożenia owce pozostają same i bezbronne. Najemnicy potrafią być bezwzględni i bez żadnych skrupułów. Potrafią obiecać wszystko, czego tylko ludzi pragną czy pożądają, aby tylko uzyskać wpływy i władzę. A pęd do podniesienia poziomu życia jest dziś tak silny, że ludzi gotowi są poprzeć i zaufać każdemu, kto tylko obieca im spełnienie ich pragnień. Otwiera to potężne pole do kłamstwa, nadużyć, manipulacji, zniewolenia. Najemnik nie ma skrupułów!

Przykładów takiego „najemnictwa” życie niesie nam dziś na pęczki – w życiu gospodarczym, społecznym, politycznym, pewnie także i kościelnym. Nie koniecznie zaraz musi się to kojarzyć z jakimiś wielkimi zdradami, aferami czy krwawymi rzeziami niewinnych ludzi. Najemnictwo polega często nie tyle na robieniu rzeczy jawnie złych, co raczej na zaniedbywaniu rzeczy dobrych, wskazanych czy wręcz niezbędnych. Po prostu: po co się wysilać i męczyć. Tak powie każdy, do którego „owce nie należą”, który nie kocha ludzi, dla których pracuje.

A więc jednym z warunków tworzących dobre środowisko dla służby jest „przynależność”, więź z ludźmi powierzonymi opiece i trosce. Najlepiej widać to w rodzinie: rodzice kochający swe dzieci są dla nich najlepszymi pasterzami. Nieraz w szkole trafiają się podobni nauczyciele: już nie tylko pracownicy oświaty, ale autentyczni wychowawcy, żyjący sprawami swych uczniów, swych duchowych dzieci. Widać to także w naszych parafiach, który ksiądz kocha powierzonych sobie wiernych, a który tylko dla nich pracuje.

Skoro tak, to może warto by tworzyć warunki, które by sprzyjały budowaniu i umacnianiu się takich więzi; dokonać takiej duchowej i pedagogicznej „prywatyzacji”, czyli przejścia od anonimowej pracy z „masami” do kameralnej służby. Pasterz musi osobiście znać swoje owce, ich potrzeby, możliwości, problemy. Musi także odczuwać miłość i zaufanie swoich owiec, musi wiedzieć, że i im na nim zależy, że potrzebują jego i jego posługi. Gdy człowiek nie czuje się potrzebny i kochany, trudno wykrzesać mu z siebie prawdziwy zapał i troskę.

Wydawałoby się, że to może przesadne oczekiwania, że prawdziwy pasterz pracuje bez względu na to, czy owcom na nim zależy, czy też nie, że prawdziwa służba powinna być wyzuta ze wszelkich śladów osobistego przywiązania. Owszem, teoretycznie tak. Ale chyba tutaj właśnie przebiega ta delikatna granica między pasterzem, a najemnikiem. Najemnikowi wystarczy zakres obowiązków, coś w rodzaju „regulaminu służby wartowniczej”, który ściśle wyznacza, co trzeba robić, a czego nie wolno. Ale pasterzowi to nie wystarczy: on pyta, co może zrobić i co powinien. A tego żaden regulamin czy przepisy nie określą, bo to jest sprawa miłości.

Ks. Mariusz Pohl

 

Pasterz dusz

Słowo „duszpasterz” ma swój ewangeliczny rodowód. Oparte jest na wypowiedziach Jezusa o dobrym pasterzu. Kapłan ma być dobrym pasterzem dusz. Parafia czy inna wspólnota religijna może żyć duchem Ewangelii tylko wówczas, gdy jest zgromadzona wokół duszpasterza. Zawsze tym pierwszym Dobrym Pasterzem jest sam zmartwychwstały Chrystus, ale zostawił On na ziemi duszpasterzy jako swoich widzialnych zastępców.

Co decyduje o ewangelicznym wypełnieniu trudnej misji duszpasterza? Jezus określa kilka zasadniczych warunków. Pierwszym z nich jest dobra znajomość owiec przez duszpasterza. „Znam moje owce” — powiada Chrystus. W tym poznaniu chodzi o możliwie dokładną i pełną informację o warunkach życia wiernych, o ich zdrowiu, pracy, kłopotach i radościach. Chodzi również o ich słabości, zagrożenia i nałogi, o wpływy środowiska...

Wiedza ta jest potrzebna, by duszpasterz mógł swoje owce kochać, innymi słowy, by mógł skutecznie troszczyć się o ich prawdziwe dobro, zarówno doczesne jak i wieczne.

Drugim warunkiem dobrze spełnionej misji przez duszpasterza jest miłość, jaką go darzą wierni. To właśnie ma na uwadze Chrystus, gdy podkreśla, że nie tylko On zna swoje owce, ale i „one Go znają”. Wierni winni znać swego duszpasterza, winni uczestniczyć w jego pasterskich troskach i radościach. Taka wzajemna troska o siebie umożliwia realizację przykazania „wzajemnej miłości”.

Trzeci warunek to troska duszpasterza o odpowiedni pokarm dla wiernych. Jezus, zlecając Piotrowi odpowiedzialność za całą owczarnię, trzykrotnie go wzywa, by pasł owce Jego. Pasterz musi ciągle zabiegać o odpowiednie pastwiska, o zdrową wodę. Owce winny mieć pod dostatkiem dobrego pokarmu. Duszpasterz jest odpowiedzialny za ciągłe ubogacanie wiernych czystym ewangelicznym chlebem. Słowo Boże i Eucharystia oto pokarm dla wiernych. Odpowiedzialność za owce łączy się z troską o każdą, która pobłądziła w życiu i odłączyła się od owczarni. Przepiękny jest obraz dobrego Pasterza przedstawiony przez Jezusa, a zanotowany w Ewangelii św. Łukasza. Jest w nim mowa o poszukiwaniu zagubionej owcy. Duszpasterz, jeśli nie może osobiście dotrzeć do zagubionych, czyni to swoją modlitwą. Wzywa Chrystusa, by sam przyprowadził do owczarni tych, co zaginęli. Żaden parafianin nie jest obojętny duszpasterzowi, nawet ten, kto domaga się adnotacji w Księdze Chrztu, że występuje z Kościoła. Prawnie odchodzi, ale w sercu jego dobrego pasterza adnotacja ta jest tylko wezwaniem do jeszcze bardziej intensywnej modlitwy za niego.

Najtrudniejszym jednak zadaniem dobrego duszpasterza jest obrona wiernych przed atakami zła. Owce nie umieją się bronić. To stworzenie jest bezbronne i przez to bardzo łatwo może się stać łupem złodzieja lub wilka. Do obowiązków dobrego pasterza należy obrona owiec.

Każda wspólnota religijna ma wielu wrogów. Jedni atakują od zewnątrz, inni pojawiają się jak wilki w owczej skórze i niszczą wspólnotę od wewnątrz. Duszpasterz musi dobrze znać potęgę tych przeciwników i metody, jakie stosują. Bezpieczeństwo wiernych jest tym większe, im więcej mądrości i odwagi mieszka w sercu ich duszpasterza.

Bywają sytuacje, które przewiduje Chrystus w Ewangelii, gdy duszpasterz musi w obronie owiec oddać swoje życie. To dowód jego miłości i dobroci. Sam Jezus jako Dobry Pasterz oddał życie za swoje owce i dał tym samym przykład ewangelicznej postawy wszystkim duszpasterzom, których zaangażował do pracy w swojej owczarni.

Ktokolwiek w oparciu o tekst Ewangelii głębiej przemyśli postawę duszpasterza i dostrzeże, jak bardzo to zadanie przerasta ludzkie siły, nie będzie swego kapłana krytykował ani obmawiał, lecz uczyni wszystko, na co go stać, by z nim współpracować dla dobra całej parafii.

Ks. Edward Staniek

 

Dar umiejętności

Czynić dobrze to wielka sztuka. Jeśli dobro ma być świadectwem wiary i miłości, które przekraczają bariery doczesności i sięgają wieczności, jego czynienie staje się jeszcze trudniejsze.

Świat bazuje na czynieniu dobra, rozumiejąc je głównie jako korzyść doczesną. To doskonalenie życia na ziemi przez usuwanie cierpienia, ubogacanie stołu, organizowanie rozrywki. W rękach Jezusa dobro miało charakter dowodu istnienia innego, wiecznego świata. Ten świat dysponuje mocą, która w jednym momencie mogłaby zamienić doczesność w raj. Dotknięcie Jezusa usuwało kalectwo, nawet od urodzenia, leczyło choroby, łącznie z trądem, przywracało życie umarłym. Boska Jego dobroć przelewała się w doczesność, cudownie ją przemieniając w świat wolny od cierpienia i śmierci.

I w tym działaniu dobra zderzały się dwa sposoby myślenia. Ludzie chcieli mieć z rąk Jezusa dobre wino, jak goście w Kanie Galilejskiej, świeży i smaczny chleb z wędzoną rybą, jak głodni słuchacze nad brzegiem Genezaret, zdrowie dla swoich chorych, życie dla zmarłych. Chcieli więc, by dobroć nieba przelewała się w życie doczesne, zamieniając je w sielankę pełną szczęścia. Tymczasem Jezus chciał, by odbiorcy Jego darów, uczestnicy Jego cudów wędrowali po tych darach, jak po stopniach, w świat nieutracalnej czystej dobroci. On pragnął, by to, co ziemskie, przemieniło się w to, co niebiańskie.

Na tym tle doszło do bolesnego spięcia między światem a Jezusem. Skoro On nie chciał się zgodzić na ubogacenie świata, lecz chciał jego oczyszczenia i przemienienia, ludzie tego świata Go zlikwidowali. Nieliczni zrozumieli, że ukazał drogę do świata wielkiego dobra i postanowili za Nim tą drogą wędrować. Odtąd ich dobroć i wzajemna miłość była dla świata znakiem możliwości przeniesienia tego, co doczesne, w to, co wieczne. Losy ich jednak przypominają losy Mistrza. Za swoją dobroć i miłość płacą często wysoką cenę. Ile razy nie godzą się na to, by świat wykorzystał ich dobroć, tyle razy cierpią prześladowanie.

W tej sytuacji czynienie dobra, które byłoby dla innych dowodem istnienia Boga i świata czystej dobroci, wymaga szczególnego daru. Duch Święty osobiście współpracuje z ludźmi, których dobroć jest świadectwem ewangelicznych wartości. Wspiera On ich darem umiejętności. Jest to zdolność czynienia dobra, które odbija w sobie światłość dobroci samego Boga. Ktokolwiek spotka się z człowiekiem wyposażonym w dar umiejętności, zawsze rozpoznaje w jego czynie promienie dobroci samego Boga. To jest pełna realizacja słów Jezusa: „Tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, by widzieli wasze dobre czyny i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Jest dobroć ludzka, zwyczajna, można ją nazwać zawodową. Jest również dobroć przerastająca człowieka. W jego najprostszych słowach, gestach, czynach, postawie jest coś wielkiego, co zmusza do szacunku i uznania. Gdy odbiorcą tego dobra jest człowiek utopiony w grzechach, to owo dobro go denerwuje i nierzadko doprowadza do szału.

Jezus mówi o dobrym pasterzu i o najemnikach. Najemnicy mogą być dobrymi rzemieślnikami i owcom może się dobrze powodzić w ich rękach. Tak jest do czasu, gdy nie nadejdzie próba, gdy za dobro trzeba płacić sobą. Wtedy ta zawodowa dobroć nie wystarcza, ona jest za mała. Dobry pasterz natomiast wyżej ceni dobro owiec niż swoje własne życie. On umie w obronie owiec oddać życie. Jego dobro odzwierciedla dobroć samego Boga. Staje się dowodem istnienia dobra prawdziwego.

Dar umiejętności jest nieodzownie potrzebny, by nasza miłość Boga i ludzi w konkretnej sytuacji ukazała blask dobroci i miłości pochodzącej z nieba. Wtedy staje się apostolską dobrocią.

Wielu ludzi chce być dobrymi. Często w obliczu przeciwności i niewdzięczności dochodzą oni do wniosku, że nie warto być dobrym. Zbyt wielką cenę trzeba płacić za dobroć na ziemi. Kto jednak wie, że jego dobry czyn jest dowodem dobroci samego Boga, a Bóg czeka na to, że on objawi światu tę Jego dobroć, nigdy się nie zniechęci. Potrafi wędrować przez życie nie jak najemnik, podpisujący umowę o pracę ze swym Bogiem, lecz jako dobry pasterz objawiający dobroć swego Pracodawcy.

Ks. Edward Staniek

 

O Jezu, Dobry Pasterzu, Ty znasz swoje owce, spraw, abym poznał Ciebie (J 10, 14)

Dzisiaj rozważamy tajemnicę paschalną w figurze Jezusa Dobrego Pasterza i kamienia węgielnego Kościoła.

Dobry Pasterz nie opuszcza trzody w chwili niebezpieczeństwa, jak to czyni najemnik, lecz chcąc ją ocalić, siebie samego wrogom oddaje na śmierć: „Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10, 11); jest to świadomy gest miłości Chrystusa ku ludziom: „Nikt mi go [życia] nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (tamże 18). W tej tajemnicy nieskończonego miłosierdzia miłość Jezusa splata się i łączy z miłością Ojca. To Ojciec posiał Go, aby był pasterzem ludzi, by ich strzegł i zapewnił im prawdziwe życie. „Popatrzcie — mówi Jan w drugim czytaniu — jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy!” (1 J 3, 1). Ojciec taką miłość nam okazał w Synu, że przez Jego ofiarę uwolnił ludzi od grzechu i dał im rzeczywiście nowy byt, nowe życie: byt i życie dzieci Bożych. Dzięki zbawczemu dziełu Chrystusa każdy człowiek jest wezwany do uczestnictwa w jednej rodzinie, która Boga ma za Ojca, w jednej owczarni, której pasterzem jest Chrystus. Ta rodzina i ta owczarnia utożsamiają się z Kościołem, którego kamieniem węgielnym, jak mówi Piotr w pierwszym czytaniu, jest Jezus. „On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła” (Dz 4, 11), Synagoga odrzuciła Go, lecz Jezus przez tajemnicę swojej śmierci i zmartwychwstania stał się podstawą nowej budowy: Kościoła.

Chrystus Dobry Pasterz, Chrystus kamień węgielny, to dwie różne figury, lecz wyrażają tę samą rzeczywistość. On jest jedyną nadzieją zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (tamże 12).

Stąd płynie dla wszystkich ludzi konieczność należenia do jednego Kościoła, w którym kieruje Chrystus, do jednej owczarni, którą On rządzi. Lecz jak ongiś, tak również i dzisiaj Jezus powtarza: „Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić” (J 10, 16). W istocie są jeszcze niezliczone owce, dalekie od owczarni; właśnie o nich Jezus powiedział: „Będą słuchać głosu mego” (tamże). Jak jednak mogą Go słuchać, jeśli nie ma nikogo, kto by mógł im nieść i przepowiadać Ewangelię? Każdy wierzący jest wciągnięty w to naglące zadanie: przez modlitwę, ofiarę i słowo powinien pracować nad tym, aby przyprowadzić do owczarni Chrystusa owce nie znające Go, dalekie, rozproszone, zabłąkane; aby ze wszystkich powstała „jedna owczarnia” i wszystkie miały „jednego pasterza” (tamże).

Jeszcze jedną refleksję nasuwa dzisiejsza Ewangelia. „Znam owce moje — mówi Jezus — a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca” (tamże 14-15). Nie chodzi tutaj o proste poznanie teoretyczne, lecz o poznanie życiowe, zakładające obcowanie w miłości i przyjaźni Dobrego Pasterza z Jego owcami. Jezus nie waha się przyrównać je do tego obcowania, jakie istnieje miedzy Nim a Ojcem. Jezus od pokornego, prostego podobieństwa pasterza i owiec wznosi się ku temu życiu zjednoczenia, jakie Go łączy z Ojcem, i w takiej perspektywie stawia swoje obcowanie z ludźmi. Oto prawdziwe życie dzieci Bożych. Zaczyna się tutaj na ziemi przez wiarę i miłość, a kres swój znajduje w niebie, gdzie „będziemy do Boga podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2).

  • O Panie, Ty mówisz: „Podobnie jak Mnie zna Ojciec, Ja znam Ojca i życie moje oddaję za owce” (J 10, 15). To tak jakbyś powiedział: w tym objawia się, że Ja znam Ojca i że On Mnie zna, że oddaje życie moje za moje owce... miłość, która skłoniła Cię do podjęcia śmierci za swoje owce, wykazuje, jak bardzo miłujesz Ojca...
       I mówisz jeszcze: „Moje owce słuchają mego głosu, a Ja je znam. One idą za Mną i Ja daje im życie wieczne” (tamże 27-28). A nieco wcześniej powiedziałeś: „Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony — wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę” (tamże 9). Wejdzie przez wiarę, wyjdzie natomiast przechodząc z wiary do widzenia, od łatwości wierzenia do kontemplacji, i znajdzie paszę na wiecznej uczcie.
       Twoje owce znajdą paszę, każdy bowiem, kto idzie za Tobą z sercem prostym, otrzyma pożywienie na pastwiskach wiecznie żyznych. A jakaż jest pasza owiec, jeśli nie wewnętrzne radości w raju wiecznie zielonym? Istotnie, paszą dla Twoich wybranych jest oblicze Boże zawsze obecne. Kto je kontempluje wytrwale, nasyca swego ducha wiekuistym pokarmem żywota... Spraw, o Panie, abym szukał tej paszy, bym pożądał radowania się ze wszystkimi obywatelami nieba, niech moje pragnienie rozpali się żarliwością dla rzeczy niebieskich: miłować bowiem w ten sposób, to znaczy już udać się w drogę (św. Grzegorz Wielki).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 507

 

 

» Przypominamy o możliwości bezpłatnej elektronicznej prenumeraty „Czytań na każdy dzień” – szczegóły na stronie Prenumerata.

» Powrót na stronę główną „Czytań”

 

 

© 1996–2015 www.mateusz.pl

 

_uacct = "UA-332283-1"; urchinTracker();